Buszujący w sklepach, czyli o sieciówkach i lumpeksach
Wkraczający w erę konsumpcjonizmu i kultury masowej świat zmienił się diametralnie. Ze względu na rosnący asortyment, konsumenci coraz chętniej sięgali po nowe produkty, co napędzało szybko rozwijającą się gospodarkę. Zjawisko to objęło także Polskę, w której po upadku komunizmu ludzie pragnęli wcześniej nie znanych nowości. Nie bez powodu popularne stały się zwłaszcza produkty zagraniczne, w tym prawdziwa czekolada, kojarzona z luksusem, różnorodnością oraz możliwością wyboru.
Ta droga doprowadziła jednak ludzkość do nałogowych zachowań, które obserwujemy do dziś. Kompulsywne kupowanie, zwane zakupoholizmem, wynika m.in. z szerokiej gamy artykułów, dostępnych niemal w każdym hipermarkecie. Ludzie stale poszukują najnowocześniejszych produktów, które nie zawsze są im potrzebne. Nierzadko są też rozczarowani swoimi zakupami.
Ile razy wyrzuciłeś dany artykuł ze względu na to, że był niesprawny? To przez skupienie się producentów na ilości, a nie jakości dóbr, okazują się być one wadliwe już po kilku dniach. Niestety, szybko wzbogacające się społeczeństwo w znacznym stopniu przyczynia się do pogłębienia tej sytuacji, gdyż wiele osób bezmyślnie wydaje pieniądze, nawet tego nie dostrzegając. W ten sposób powstaje błędne koło – ludzie pragną więcej, a fabryki, widząc wzrost popytu, chcą nadążyć za potrzebami klientów.
Kryzys klimatyczny stał się bodźcem do zmiany postrzegania tego problemu przez rzeszę ludzi. Zaczęto dostrzegać negatywny wpływ konsumpcjonizmu na środowisko i poszukiwać rozwiązań tego problemu. Stąd rozpoczął się przeciwstawny trend – moda na kupowanie z drugiej ręki. Na zapoczątkowanie nowej mody wpłynęły również kwestie moralne, związane z nieetycznym charakterem pracy pracowników ze Wschodu, którzy wytwarzają produkty w nieludzkich warunkach. Ważna też była autorefleksja – widząc stos niepotrzebnych zabawek, łatwo zauważyć, że nie jest to zdroworozsądkowe podejście.
Wielu z nas przeszło na wyżej wspomniany system zakupów. Ileż to razy chwaliliśmy się perełkami znalezionymi w ciucholandzie, które kosztowały tak niewiele? W gruncie rzeczy kupowanie w lumpeksach jest tańsze i bardziej ekologiczne niż w sieciówkach, jednak jest też druga strona medalu. Z racji niskich cen, niepowtarzalności części garderoby oraz cotygodniowej wymiany wszystkich produktów, część społeczeństwa powtarza sobie jak mantrę: tak tanio, aż szkoda nie kupić lub drugiej takiej okazji nie będzie. Co więcej, pozostali klienci, buszujący w sklepach, tylko wprowadzają innych w zakupowy szał, tracąc zdrowy rozsądek w dokonywaniu zakupów. W ten sposób nabywamy kolejne niepotrzebne artykuły o których szybko zapominamy w stercie innych ciuchów. I znów popadamy w kolejne uzależnienie – lumpoholizm.
Oczywiście, to nie oznacza, że każdy, kto kupuje w second-handach, jest narażony na kompulsywne zachowania. Idea lumpów jest sama w sobie pożyteczna, ponieważ daje rzeczom drugie życie i pozwala na ich ponowne wykorzystanie. Warto jednak nie dać się ponieść w szale zakupów i podejmować decyzje rozważnie. Choć my, uczniowie Trzynastki, doskonale wiemy, że każdej mordzie dobrze w bordzie, a nasze wybory zakupowe bywają nieco ograniczone ze względu na rozpoznawalne w całym mieście mundurki, też niekiedy uzupełniamy szafę. Podczas zakupów zawsze miejmy na uwadze rzeczywistą użyteczność danej rzeczy i zastanówmy się kilka razy, czy na pewno będziemy z niej korzystali. To zdecydowanie lepsze rozwiązanie niż oglądanie ,,dyszącego” stanu konta bankowego i walka o przetrwanie z masą nigdy nieużywanych ciuchów.
Przed zakupoholizmem ostrzegała Was Katarzyna Bęgowska
