Wolność słowa kontra cenzura, czyli jak prawa człowieka są dziś wystawiane na próbę

10 grudnia na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka. Święto to zostało ustanowione w 1950 roku przez Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych w celu upamiętnienia przyjęcia dwa lata wcześniej Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Obchody tego święta to nie tylko moment, w którym wręczana jest Pokojowa Nagroda Nobla czy Nagroda Sacharowa. To również okazja do refleksji nad znaczeniem praw człowieka, ich nierozerwalnym związkiem z godnością osoby ludzkiej oraz koniecznością ich poszanowania i ochrony w codziennym życiu. Tegoroczne motto – „Our Everyday Essentials” („To, co niezbędne na co dzień”) zwraca uwagę na obecność i znaczenie owych przywilejów w codziennych doświadczeniach ludzi.

Wolność słowa to prawo do swobodnego wyrażania myśli, poglądów i przekonań zarówno w mowie, piśmie, jak i poprzez sztukę czy media. Choć gwarantują ją liczne akty konstytucyjne oraz art. 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, a samo prawo uznawane jest za fundament demokracji i otwartej debaty publicznej, w praktyce jego realizacja wygląda bardzo różnie. Granice wolności słowa często stają się przedmiotem sporów politycznych, bywają nadużywane, a niekiedy służą także jako narzędzie represji.

Współcześnie wolność słowa jest ograniczana na wiele sposobów – poprzez cenzurę, represje wobec dziennikarzy, manipulację przekazem medialnym, blokowanie dostępu do niezależnych źródeł informacji czy usuwanie treści z przestrzeni cyfrowej. Choć często tłumaczy się to walką z mową nienawiści, dezinformacją lub ochroną bezpieczeństwa publicznego, w praktyce bywa pretekstem do eliminowania głosów krytycznych i niezależnych. Zjawisko to nie dotyczy jedynie państw autorytarnych. Coraz częściej pojawia się również w krajach demokratycznych, w internecie, mediach i codziennej komunikacji. Na ograniczanie przestrzeni publicznej wpływają zarówno działania rządów i dużych korporacji technologicznych, jak i sami użytkownicy sieci. Poprzez mechanizmy takie jak tzw. cancel culture, autocenzura czy polaryzacja opinii publicznej, nieświadomie ograniczamy swobodę debaty i możliwość wymiany poglądów.

Od 2022 r. po inwazji na Ukrainę, zaczęto w Rosji stosować surowe przepisy penalizujące przekazy określane jako „fake news” lub „oczernianie armii”: używanie słów „wojna”, „inwazja”, a nawet relacjonowanie sytuacji w Ukrainie bez oficjalnej wersji, spotyka się z karą więzienia do 15 lat. W tym samym czasie umocnił się tzw. system „matrioszki” – wielowarstwowy model propagandy, w którym przekaz płynący z mediów państwowych jest dalej powielany, przetwarzany i adaptowany przez prorządowe portale, regionalne redakcje oraz kanały internetowe. Cała konstrukcja sprawia wrażenie pluralizmu i różnorodności, lecz w rzeczywistości wszystkie warstwy prowadzą odbiorcę do tej samej, ściśle kontrolowanej narracji.

W konsekwencji – działalność niezależnych redakcji została poważnie utrudniona. Część takich, jak Meduza, przeniosła się za granicę, a inne zostały całkowicie wyciszone. Skala represji informacyjnych jest widoczna również w sprawie Aleksieja Nawalnego, opozycjonisty skazanego na wieloletnie więzienie na podstawie sfabrykowanych zarzutów, który w 2024 roku zmarł w kolonii karnej na Dalekiej Północy.

Początkowo w 2024 r. rozszerzono prawo dotyczące zakazów wobec organizacji z zagranicy. Wiele niezależnych mediów, organizacji praw człowieka i stowarzyszeń zostało objętych tym zakresem. W 2025 r. władze uznały Amnesty International i Human Rights Watch za „organizacje niepożądane”. Oznacza to, że współpraca z nimi lub wspieranie ich działań może być ścigane. Działania te wygenerowały masowy tzw. Exodus. Dziennikarze niezależnych mediów uciekali lub zmuszeni byli zawiesić działalność.

W Chinach w ostatnich latach powstał jeden z najbardziej rozbudowanych systemów kontroli internetu na świecie, tzw. Wielki Firewall. Obejmuje on kompleksowy nadzór nad ruchem sieciowym oraz filtrowanie treści, które władze uznają za niepożądane. W praktyce oznacza to blokowanie tysięcy zagranicznych stron i usług, takich jak Google, YouTube, Facebook, X (Twitter), Instagram czy Wikipedia. System wykorzystuje zaawansowane technologie analizy danych, filtrowania słów kluczowych i monitorowania aktywności użytkowników, co pozwala na szybkie wykrywanie i usuwanie treści krytycznych wobec rządu. Organizacja Reporterzy bez Granic uważa, że sytuacja w Chinach w zakresie wolności prasy jest „bardzo poważna” – najgorsza w ich pięciostopniowej skali.

Ograniczenia nie dotyczą jednak wyłącznie sfery cyfrowej. Dziennikarze, blogerzy oraz zwykli obywatele, którzy publicznie kwestionują działania władz, są zatrzymywani, zastraszani, a niekiedy – według licznych relacji – znikają bez śladu. W szczególności kontrolowane są tematy uznawane za „wrażliwe”, takie jak sytuacja mniejszości ujgurskiej w regionie Sinciang, okoliczności wybuchu pandemii COVID-19 czy prawdziwy przebieg wydarzeń na placu Tian’anmen. Każda próba niezależnego nagłaśniania tych kwestii spotyka się z natychmiastową reakcją państwa.

Dodatkowym elementem systemu nadzoru jest budzący duże kontrowersje system społecznego kredytu. Obywatelom przypisuje się w nim ocenę „wiarygodności”, klasyfikując ich w kategoriach od A do D. Wysoka punktacja zapewnia dostęp do przywilejów, takich jak korzystniejsze warunki finansowe czy łatwiejsze korzystanie z usług publicznych. Osoby z niższą oceną mogą natomiast napotkać poważne ograniczenia – od zakazu podróży zagranicznych po trudności w zakupie biletów na pociąg czy wynajęciu mieszkania. Punkty są przyznawane lub odbierane na podstawie szerokiego zakresu danych: od aktywności w internecie, przez historię finansową, po kontakty z instytucjami publicznymi.

W ostatnim czasie sytuacja polityczna w Wenezueli szczególnie zwróciła uwagę świata, gdy Pokojową Nagrodę Nobla przyznano Maríi Corinie Machado – jednej z najbardziej rozpoznawalnych liderek opozycji demokratycznej w tym kraju. Rok wcześniej Machado i Edmundo Gonzales, również działacz opozycji demokratycznej, zostali uhonorowani Nagrodą Sacharowa za walkę o prawa człowieka i demokrację. Obecne rządy Prezydenta Nicolása Maduro doprowadziły do głębokiego kryzysu politycznego, gospodarczego i humanitarnego. Wenezuela, niegdyś jedno z najbogatszych państw Ameryki Południowej, zmaga się z podporządkowaniem mediów władzom, prześladowaniami opozycji oraz masową emigracją obywateli.

W 2024 roku, w reakcji na masowe protesty po kontrowersyjnych wynikach wyborów i rzekomym zwycięstwie Maduro, władze podjęły decyzję o przesunięciu oficjalnych obchodów świąt Bożego Narodzenia z grudnia na październik. Celem było uciszenie społeczeństwa. W tym samym czasie wprowadzono państwową aplikację mobilną, która umożliwia kontrolowanie niemal każdego aspektu życia Wenezuelczyków – od uczestnictwa w wydarzeniach publicznych, przez aktywność społeczną, aż po dostęp do usług i informacji.

Po wyborach prezydenckich z 2024 r. władze podjęły gwałtowną falę represji wobec protestujących, krytyków i opozycji. Organizacja Human Rights Watch wskazuje, że w dniach bezpośrednio po głosowaniu zginęło co najmniej 25 osób. Część z nich zastrzelono, a inne padły ofiarą brutalnych działań służb i prorządowych ugrupowań paramilitarnych, tzw. colectivos.

Według HRW i danych lokalnej organizacji Foro Penal, w związku z protestami zatrzymano ponad 2 000 osób, które pokojowo domagały się transparentności i uczciwej kontroli głosów. Wielu spośród nich oskarżono o szeroko definiowane przestępstwa, takie jak „podżeganie do nienawiści” czy „terroryzm”, co groziło wyrokami sięgającymi nawet 30 lat więzienia.

Raporty dokumentują również przypadki tzw. wymuszonych zniknięć – aresztowani byli często zabierani w nocy, bez nakazu, a ich los nie był ujawniany rodzinom. Choć władze przedstawiały to jako rutynowe zatrzymania, w rzeczywistości działania takie miały charakter arbitralny i jednostronny.Dodatkowo ograniczano prawo do obrony: zatrzymani rzadko mieli dostęp do własnego adwokata, często nie zapoznawano ich z aktami sprawy. Procesy odbywały się w trybie grupowym lub wirtualnym, co znacząco ograniczało gwarancje sprawiedliwego procesu.

Międzynarodowa społeczność wielokrotnie reaguje na ograniczanie wolności słowa i represje wobec dziennikarzy, opozycji oraz aktywistów praw człowieka, starając się wywierać presję polityczną i finansową na osoby odpowiedzialne za naruszanie wspomnianych praw. Reakcje te obejmują zarówno publiczne oświadczenia i raporty, jak i sankcje indywidualne.

Amnesty International dokumentuje przypadki represji wobec dziennikarzy, opozycjonistów i aktywistów, publikuje raporty oraz prowadzi kampanie edukacyjne. Jednym z jej najbardziej rozpoznawalnych działań jest Maraton Pisania Listów, w ramach którego tysiące osób wysyła pisma do władz państw łamiących prawa obywatelskie, domagając się uwolnienia więźniów politycznych i zaprzestania prześladowań. AI organizuje także petycje online i akcje społeczne, angażując społeczności lokalne i młodzież w obronę praw człowieka.

Organizacja Reporterzy Bez Granic (Reporters Without Borders, RSF) skupia się na ochronie wolności prasy. Publikuje coroczny World Press Freedom Index, monitoruje ataki na dziennikarzy, przymusowe zamykanie redakcji i przypadki cenzury. RSF wspiera niezależne media w krajach, gdzie władze kontrolują przekaz, a jej raporty są wykorzystywane przez instytucje międzynarodowe i media globalne do nagłaśniania represji.

Unia Europejska reaguje na ograniczenia wolności słowa poprzez rezolucje, sankcje wobec osób odpowiedzialnych za represje i finansowe wsparcie dla niezależnych mediów oraz organizacji broniących praw człowieka. Przykładem jest stosowanie EU Global Human Rights Sanctions Regime czyli tzw Magnitsky Act, umożliwiającego nakładanie sankcji wizowych i majątkowych na osoby odpowiedzialne za łamanie praw człowieka.

UE wspiera również niezależne media i organizacje pozarządowe, udzielając im finansowego wsparcia i dostępu do szkoleń, infrastruktury czy platform cyfrowych. Umożliwia to prowadzenie działalności w trudnych warunkach. Angażuje się w dialog dyplomatyczny z państwami członkowskimi i krajami trzecimi, prowadząc misje obserwacyjne i konsultacje w zakresie ochrony wolności słowa oraz bezpieczeństwa dziennikarzy. Dodatkowo wspiera programy edukacyjne promujące świadomość praw człowieka i odpowiedzialne korzystanie z mediów, aby wzmocnić społeczeństwa obywatelskie i ograniczyć skutki cenzury.

Prawo do wolności wyrażania słowa wciąż pozostaje jednym z fundamentów demokracji, jednak w praktyce jest coraz częściej ograniczane. W wielu krajach obywatele, dziennikarze i aktywiści spotykają się z cenzurą, represjami i kontrolą informacji, a niezależne media bywają zamykane lub zmuszone do emigracji. Zarówno państwa autorytarne, jak i te deklarujące wartości demokratyczne stosują mechanizmy ograniczania debaty publicznej, co pokazuje, że prawa człowieka i wolność słowa są dziś stale wystawiane na próbę i wymagają nieustannej ochrony oraz międzynarodowej uwagi.

Współcześnie refleksja nad omawianym tematem to nie tylko pytanie o politykę czy systemy rządów, lecz także o stan naszych społeczeństw i wartości, które chcemy wspólnie chronić.

Artykuł ma na celu wyłącznie przedstawienie zjawisk związanych z cenzurą oraz ograniczaniem wolności słowa we współczesnym świecie. Jego celem nie jest formułowanie ocen politycznych, lecz ukazanie mechanizmów, które mogą prowadzić do naruszenia tego fundamentalnego prawa człowieka.

Zuzanna Celuch

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.