(…) nic nie wiem :)
Sokrates już 2 tysiące lat temu zauważył, że jego wiedza jest ograniczona, co więcej, nawet porównywalna do zera, a jednak wiedział więcej od co niektórych, którzy z kolei wiedzieli wszystko. Tą jakże tragicznością, godną bohatera romantycznego, stał się najbardziej rozpoznawalną figurą filozofii (więc czy jest to dziedzina nicniewiedzenia?).
Co ciekawe, nauka ta nie opiera się na tym (co pewnie drogi czytelnik sobie myśli) toteż odkryciach wcześniejszych filozofów, czy też siedzeniu na kamieniu. To również są jej elementy, nawet ważne (z tym drugim to skomplikowana sprawa), ale nasza nauka nic-nie-wiedzenia przede wszystkim jest podróżą intelektualną. Dokąd? to zależy od nas.
Jak wiadomo, filozofia jest nauką. Ale czym w ogóle jest nauka? Z założenia musi mieć ona odzwierciedlenie w praktyce. Człowiek pradawny nie musiał być geniuszem, żeby wykopać dziurę. Ale żeby podnieść ogromny głaz, to już przydałaby się matematyka (dlatego jaskiniowcy żyli w jaskiniach: nie umieli podnosić kamulców). Zatem gdy pewnego razu sfrustrowany mieszkaniec groty miał dość życia z nietoperzami to postanowił wynaleźć matematykę. I pewnie na tym skończył, cyferki wynalazł jego syn, a geometrię prawnuk. W każdym bądź razie wkrótce zaczęto przewracać wszystkie skały na ziemi, igdy przewrócono każdą, ludzie tak byli znudzeni, że na nich usiedli i zaczęli dumać, tworząc dziedzinę, o której jest ten tekst.
Filozofia jest jednocześnie nauką o wszystkim i o niczym. Sięga do wszystkich innych, od matematyki do socjologii, przez historię czy biologię, choć samodzielnie wiele nie zdziała, na pewno nie w zakresie praktycznym. Nie trzeba być Arystotelesem, by wiedzieć, że gdy się przewrócisz to cię boli. Jednakże filozofia połączona z dowolną nauką stanowi jej dopełnienie, często krytycznie brakujące, pozwalające na przełamanie pewnych barier (i/lub stworzenie nowych). Z tego powodu możesz egzystencjalnie zrozumieć owe spotkanie ty-ziemia. Ponadto można to połączyć z innymi przypadkami, np. gdybając czy chciałoby się być katodą czy anodą. Dzięki takiej rozpiętości tematycznej filozofia pozwala nam wybrać własną dziedzinę, w której najchętniej pomyślimy. Ten właśnie proces jest najważniejszy w tej dziedzinie, nie opiera się na wkuwaniu dokonanych już nurtów, czy też godzinę leżenia (opcjonalnie grania na telefonie) w pierwszej klasie. Właśnie to filozofowanie jest sednem tej nauki, które niestety nieczęsto zostaje skojarzone z samą dziedziną. (Bardzo możliwe, że to deprawowanie inicjowane jest przez potomków tych, którzy woleli rzucać kamieniem niż na nim usiąść).
Rozwijanie w sobie filozofa ma pozytywne i negatywne skutki. Po pierwsze, trudno jest cofnąć ten proces. Po drugie, wraz z rozwiązywaniem pewnych problemów zaczynamy zauważać inne, których dotąd nie widzieliśmy, co więcej, nikt nie widział. Wtedy nie tylko ktoś nas uderza fizycznie, ale i nawet nasze własne przemyślenia kopią leżącego i dopowiadają nam, że jesteśmy niszą społeczną. Na koniec dobija nas pan Tomek Carlyle określając nas kategorią klasy niewolniczej/przegranej/słabej. Jeżeli nieumiejętnie wykorzystamy tę wiedzę to albo skończymy w miejscu umiem-i-mogę-wszystko albo nic-nie-wiem-i-nie-umiem (w sumie analogicznie do filozofii wyżej wspomnianego pana, który wyróżniał dwie takie kategorie i nic pomiędzy). To są jednak skrajności, więc nie należy się ich obawiać po pierwszym filozofowaniu. Podobnie mówił J.St. Mill, że lepiej być niezadowolonym Sokratesem aniżeli zadowolonym pajacem, gdy rozpaczliwie próbował tanim chwytem marketingowym zatrzymać pozytywistyczny proces parcelacji filozofii. W gruncie rzeczy do tego sprowadza się ta nauka, wymyślanie sobie nowych problemów. Dennett mówił nawet, że filozofowie to profesjonalni popełniacze błędów. Brzmi super, co nie? Niemniej jednak, gdy kołysząc dziecko do snu wymyślimy jakiś problem i następnie go rozwiążemy to satysfakcja jest ogromna. Niestety również ogromne są wyrzuty naszego śpiocha, że zapomnieliśmy przyjść na jego osiemnastkę.
W tym miejscu również chciałbym wyróżnić Cię, drogi czytelniku(czko), i nagrodzić. Skoro tak chętnie przeczytałeś(aś) artykuł o filozofii, to już znaczy, że robisz coś innego prócz scrollowania. Ponadto, jeśli lubisz utrudniać sobie życie, nic nie wiedzieć i popełniać błędy to serdecznie zapraszam do filozofii! W tym zakresie najlepiej rozwijać się na szkolnym kole filozoficznym, na które zapraszam (artykuł niesponsorowany), odbywające się w każdy piątek o 14.50. Ponadto, jeżeli umiejętność krytycznego rozumowania Cię nie przekonuje, to obiecujemy ciasteczka!
Do podnoszenia kamieni zaprasza Ignacy Bagiński.
